Po ostatnim żurnaly tytuł tego zapewne powinien brzmieć "No, no, no!", ale wprawdzie ten żurek jest ciągiem dalszym tamtego. Pomimo tego, że jestem dziś niesamowicie zmęczony i oczy zamykają mi się same, jestem w naprawdę dobrym nastroju - podbonie, jak cała reszta Polaków mniejszych i większych - dzisiaj bowiem rozpoczeły sie wakacje! 2 słodkie miesiące bez Pani/Pana grającego na keyboardzie dość niewieścio uderzając przy tym swoimi paluszkami (nie, nie tymi od Lajkonika) o klawisze i liczb na tablicy, których i tak w życiu bym nie zrozumiał. Wracając jednak do tematu szkoły, którego przez najbliższe 80 dni poruszać nie będę, dzisiejszy dzień spędzony był pod znakiem kiczu i bezguścia. Wszyscy nauczyciele, którzy są w szkole cenieni i przedmioty, których w szkole uczą są przedmiotami NAPRAWDĘ wartościowymi p[rzystrojeni byli dzisiaj w odświętne stroje, co rzadko widuje się w naszej szkole, szczególnie u męskiej części grona pedagogicznego. Wszyscy schludnie i modnie (!) ubrani tworzyli naprawdę bardzo ładny obrazek, który został podarty, zniszczony, sprofanowany, wymięty, popsoty i wszystko, co tylko najgorsze przez bohatera/bohaterkę (właściwie, to sam już się pogubiłem, jakiej płci jest naprawdę moich ostatnich żurnali. Ubrany w czarny garnitur Pan (niech już tak zostanie) mgr muzyki dla kontrastu założył na siebie koszulę w kolorze koperkowym. Jakoby żelony jest niezmiernie modny w tym sezonie, on również chciał zaliczyć się do elitarnego kręgu tych, którzy mają w swojej szafie coś tegoż to koloru. Gdyby tego było mało, dla jeszcze większego podgrzania atmosfery i wzbudzenie kontrowersji (choć on może rzeczywiście, jest totalnym bezguściem) założył krawat koloru białego w czarne paski. Do jego okrąglutkiej twarzy przypominającej niedojrzałą dynię całość wyglądała naprawdę rewelacyjnie.
"Ogórek, ogórek, ogórek - zielony ma garniturek" - choć w tym wypadku bardziej pasowałoby słowo "koszula". Tak, czy siak zdecydowanie lepiej wyglądałby w spódniczce, choć i w tym przypadku jest ogromne pole do polemizacji, gdyż ja jego tłuściuteńkich łydkach nawet największy strój nie układałby się za dobrze.
Oólnie cała uroczystość zaprezentowała się dość marnie - na samym początku odś

iwaliśmy "Mazurek Dąbrowskiego" z wzystkimi czterema zwrotkami, a potem zmuszono nas, byśmy przełknęli niesamowicie słodki cukierek, jaki zafundowała nam kapituła. Czułe słówka wysyłane w strone mgr muzyki, innych wspaniałych mniej lub też bardziej nauczycieli i pochwały idące w stronę uczniów za osiagnięcie w konkursach. Wszystko byłoby cudown, gdyby choć ktoś raz wspomniał o tym, że w konkursie ortograficznym zająłem zasczytne IV miejsce - takiej pochwały niestety nie było, i jakby nigdy nic nikt o tym niczego nie powiedział. Nastę

nie na środek sali weszła Pani Dyrektor, która ogłosiła, że te osoby, które nie mają stroju szkolnego świadectw nie otrzymają. Dla przypomnienia - strój szkolny zakładany na uroczystości składa się z prostej marynarki, ze złotymi guzikami, przypominającymi te guziki jeszcze sprzed wojy i białej koszulki polo z gigantycznym logiem szkoły. Jako, że miałem na sobie tylko polo stwierdziłem, że nie pójdę ośmieszyć się przed całą szkołą (pomimo tego, że 1/3 osób tychże marynarek nie posiadała), ale duch zrobił swoje. Poszedłem, stanąłem, odebrałem i wszystkie nerwy rozwiały się , a ja dumnie stałem i biłem brawo innym, którzy odbierali świadectwa. Na sam koniec tejże uroczystości, która trwała niecałą godzinę wszyscy stanęli na baczność, i ponownie odś

iewali hymn - tym razem szkolny. Po tym wszystkim rozweseleni i zaabsorwowani tym, że właśnie rozpoczęły się wakacje uczniowie zbiegli ze schodów i pożegnali się ze szkołą na bite dwa miesiące...